Dystans60.07 km Czas03:24 Vœrednia17.67 km/h VMAX37.96 km/h
SprzêtScott Aspect
40 - KUR 2016 - Stańczyki -> Stary Folwark
Ależ lipa, padało całą noc, pada cały ranek ... prognoza daje jakieś złudzenia na koniec opadów ok. godz. 12:00 postanawiamy poczekać. Sakwy spakowane, wszystko gotowe do wyjazdu, a my zamulamy w końcu ja odpadam z nudów i rozpoczynam drzemkę ;) Tomek idzie w moje ślady ... budzi nas gospodarz pytaniem o dalsze plany, czy przedłużamy pobyt czy znikamy ;)
Na zewnątrz przestało padać, leci tylko z drzew, chmury pędzą w stronę Rosji - liczymy na to, że ten stan się utrzyma. Wyciągamy rowery, wieszamy sakwy, zdajemy pokój i zaczyna padać, normalnie regularnie pada. Ale nie cofamy się, na bank zaraz przestanie ;) Tomek ma jakiś przedstartowy problem, przestałem go widzieć w lusterku czekam chwilę i zawracam, kombinuje coś z pokrzywioną osłoną łańcucha, zabieramy się za to we dwójkę i po chwili możemy jechać. Ze względu na pogodę i ilość deszczu, który spadł w nocy decydujemy, że odpuszczamy teren i jedziemy asfaltami prosto do Suwałk. To trochę burzy nam plany :( ominiemy trójstyk granic i Wiżajny ale nasz niepokój dodatkowo wzbudza prognoza na piątek, ostrzeżenia o burzach i nawałnicach, lepiej być już wtedy w Augustowie.
Wracamy GV do skrzyżowania z drogą na Filipów, później na Stare Motule i dalej na Suwałki. Jazda asfaltem w deszczu ma niezaprzeczalnie swoje plusy ale kiedy pojawiają się samochody minusów przybywa ;) Po 45 km jesteśmy w Suwałkach, przeciwdeszczowe ciuchy dały radę - wożone "nie wiadomo po co" spodnie dzisiaj się przydały, jedyne co wymaga suszenia to buty - na następny KUR muszę sobie zorganizować przeciwdeszczowe pokrowce na obuwie ;) Wita nas wyszydzony przeze mnie witacz - "Pogodne Suwałki"
... jakby na zawołanie deszcz ustał, dojechaliśmy do Informacji Turystycznej, odebraliśmy atlas kolejnego królestwa rowerowego, zebraliśmy info o dobrym wyszynku i noclegach. Jedziemy do "Karczmy Polskiej", posilamy się, pijemy ciepłą kawę i załatwiamy nocleg - jedziemy do Leszczewka. Po zakwaterowaniu robimy jeszcze szybki przelot do sklepu w Starym Folwarku.
Dzisiejszy dystans nie powala, żałujemy odpuszczonych atrakcji ale miejscówka w której się zatrzymaliśmy rekompensuje wszystko: niedrogo, komfortowo, ciepło, kawa, bardzo przyjemna atmosfera :) suszę buty, robię błyskawiczne pranie, czyszczę i smaruję rower i odpadamy. Nie pada ale pogoda nie zachęca do niczego innego poza snem. Poza tym jutro ruszamy wcześniej i prosto na Augustów.
Na zewnątrz przestało padać, leci tylko z drzew, chmury pędzą w stronę Rosji - liczymy na to, że ten stan się utrzyma. Wyciągamy rowery, wieszamy sakwy, zdajemy pokój i zaczyna padać, normalnie regularnie pada. Ale nie cofamy się, na bank zaraz przestanie ;) Tomek ma jakiś przedstartowy problem, przestałem go widzieć w lusterku czekam chwilę i zawracam, kombinuje coś z pokrzywioną osłoną łańcucha, zabieramy się za to we dwójkę i po chwili możemy jechać. Ze względu na pogodę i ilość deszczu, który spadł w nocy decydujemy, że odpuszczamy teren i jedziemy asfaltami prosto do Suwałk. To trochę burzy nam plany :( ominiemy trójstyk granic i Wiżajny ale nasz niepokój dodatkowo wzbudza prognoza na piątek, ostrzeżenia o burzach i nawałnicach, lepiej być już wtedy w Augustowie.
Wracamy GV do skrzyżowania z drogą na Filipów, później na Stare Motule i dalej na Suwałki. Jazda asfaltem w deszczu ma niezaprzeczalnie swoje plusy ale kiedy pojawiają się samochody minusów przybywa ;) Po 45 km jesteśmy w Suwałkach, przeciwdeszczowe ciuchy dały radę - wożone "nie wiadomo po co" spodnie dzisiaj się przydały, jedyne co wymaga suszenia to buty - na następny KUR muszę sobie zorganizować przeciwdeszczowe pokrowce na obuwie ;) Wita nas wyszydzony przeze mnie witacz - "Pogodne Suwałki"

Dziś zdjęć było mało ;)© noibasta
... jakby na zawołanie deszcz ustał, dojechaliśmy do Informacji Turystycznej, odebraliśmy atlas kolejnego królestwa rowerowego, zebraliśmy info o dobrym wyszynku i noclegach. Jedziemy do "Karczmy Polskiej", posilamy się, pijemy ciepłą kawę i załatwiamy nocleg - jedziemy do Leszczewka. Po zakwaterowaniu robimy jeszcze szybki przelot do sklepu w Starym Folwarku.
Dzisiejszy dystans nie powala, żałujemy odpuszczonych atrakcji ale miejscówka w której się zatrzymaliśmy rekompensuje wszystko: niedrogo, komfortowo, ciepło, kawa, bardzo przyjemna atmosfera :) suszę buty, robię błyskawiczne pranie, czyszczę i smaruję rower i odpadamy. Nie pada ale pogoda nie zachęca do niczego innego poza snem. Poza tym jutro ruszamy wcześniej i prosto na Augustów.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!
Komentarze
Limit> no to rzeczywiście jest dobry sposób, warty zapamiętania :)
Przez Leszczewek kilka razy jechałem w drodze do Suwałk a pod koniec kierując się na Goniądz
Ale jadąc w mokrych zastanawiałem się nad zapobieganiem, i tak stopy w reklamówkach - sposób tani i ogólnie dostępny, jednak w moim przypadku kompletnie się nie sprawdzi bo piny z platform zmielą reklamówkę/worek w trymiga ;) takie kondonki kolarskie na buty spd - pewnie by zadziałały i trwałość byłaby większa niż reklamówek ale i tak piny z moich platform je przemielą na przodzie buta, a koszt już znaczny - szkoda by było. Jeszcze taki wariant góra ortalion, dół grube pcv bhp cena ok. 5 zł/szt.; ewentualnie ochraniacze motocyklowe z podeszwą moto - koszt ok. 40 zł jak się zwinie to nie powinny zajmować dużo miejsca.
A jak się nie zapobiegło i nie ma pieca CO to trzeba by wozić ze sobą taką elektryczną suszarkę ;) ale na GV spotkaliśmy tylko jedną ogólnie dostępną stację do ładowania ebików - będzie w następnym wpisie.